Plaga odchudzających się dzieci
Problem ten dotyczy coraz większej liczby dzieci. Trzeba przyznać, że dziewczynek znacznie częściej niż chłopców, chociaż obsesja zdrowego i szczupełgo ciała w ostatnich latach nabrała rozpędu.
Jestem matką 14-letniej Anii i mój problem od pewnego czasu zaczął narastać w tempie geometrycznym. Chodzi o to, że moja córcia przy wzroście 170 cm ważyła jakieś 69 kg. Kiedy zapytałam lekarza co sądzi na temat jej ewentualnego odchudzania powidział mi on, że Ania nie ma co prawda nadwagi, lecz znajduje się w grupie osób zagrożonych tą chorobą cywilizacyjną.
Moja kochana nastolatka oczywiście ekstremalnie wyolbrzymiła problem i z dnia na dzień przestawała jeść. Problem narastał, ponieważ jest osobą upartą jak osioł i kiedy mówiła, że nie jest głodna lub już jadła po paru dniach znajdowałam obiad w śmieciach. Zaczęłam się martwić, lecz moja Ania nie pozwoliła sobie nic powiedzieć.
Pewnego dnia zadzwonił telefon i dowiedziałam się, że moja córcia zemdlała na lekcji. Okazało się, że nic nie jadła od czterech dni i organizm odmówił posłuszeństwa. Kiedy wszystko było już dobrze powiedziałam jej, że jeśli chce się odchudzać to zabiorę ją do dietetyka, który powie jej jak odchudzać się z głową.
Po wizycie obie byłyśmy zadowolone, ponieważ stwierdziałam, że poodchudzam się razem z nią. Po pół roku obie zżuciłyśmy po parę kilogramów i czujemy się znacznie lepiej, lecz nauka aby podchodzić do problemów naszych dzieci z powagą i rozsądkiem jaką wyciągnęłam okazała się niezaprzeczalnie bezcenna.