Mój mały wędkarz
Będąc matkami wszystkie często patrzymy jak nasze ukochane maleństwa rosną i mają swoje pasje. Co więcej to zawsze uważałam, że facet bez pasji jest trochę mało wyrazisty i zazwyczaj ma również taką osobowość. Mój małżonek zawsze był osobą, która miała tyle pasji, że nigdt nigdy nie starczało mu czasu na to aby zająć się wszystkimi, a już zwłaszcza kiedy urodził się nam synek o imieniu Adrian.
Po narodzinach zdrowego dzieciątka mąż oszalał z radoości, że będzie następca, który poniesie jego nazwisko. Swoją drogą to zawsze mnie to trochę dziwiło ale jak zapytałam mojego męża o ten fakt to mi powiedział, że facet musi zrobić w życiu trzy rzeczy: zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna.
Mojemu udało się dokonać wszystkich, lecz w miarę jak mały absorbował coraz więcej czasu mój ukochany gasł, ponieważ nie miał czasu dla siebie prawię wcale. W pewnym moemencie jedyny czas jaki miał dla siebie to ten kilka godzin spędzonych przed telewizorem.
Martwiłam się coraz bardziej, lecz sytuację nieoczekiwanie rozwiązał mój synek. Pewnego letniego popołudnia mąż z synem robili porządki na domowym strychu i wyrzucali rupiecie. W trakcie synek odkrył dwie stare wędki i skrzyneczkę z akcesoriami wędkarskimi.
Sprzęt był po dziadku ale mały przez tydzień nie dawał ojcu spokoju i wybrali się na ryby. W ciągu roku wędkarstwo stało się tak wielką pasją, że chłopaki co weekend wyjeżdzają niezależnie od pogody.
Wkurzałam się trochę jak widziałam ile pieniędzy na to poszło ale mały pokochał ten sport i zaczął startować w zawodach z niezłymi wynikami, a mąż dzielnie go wspiera. Co więcej to idzie im to bardzo dobrze i bardzo często przywożą jakąś smaczną rybkę.